Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczurki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2014

Bruno

Bruno powoli dorasta i częściej nas pozytywnie zaskakuje. Musieliśmy skorzystać z pomocy specjalisty, bo Brunek ma problemy behawioralne. bywa mocno zlękniony. Od dwóch miesięcy jednak pracujemy nad nim i z nim, pierwsze efekty szybko było widać. Bruno to mądry psiak i bardzo lubi być chwalony.  Poza tym przyzwyczaił się do prezentów i myśli, że wszystkie przesyłki skierowane są do niego. Chciał sobie ostatnio przywłaszczyć moje nauszniki. Jego ulubionymi zabawkami są pluszaki. Walają się po całym domu, zupełnie jakbyśmy mieli dziecko a nie psa! Miałam też dwa ulubione misie, które kiedyś chciałam umieścić w dziecięcym pokoju właśnie, ale cóż... Jednego Bruno już sobie upodobał, a drugiego dziewczyny mi zjadły. No ale taki urok domu pełnego zwierząt ;-) A ja doszłam do wniosku, że jednak wolałabym mieszkać w domku a nie w kamienicy. Potrzeba nam własnego ogrodu. Aktualne naszego mieszkanko ma bardzo dobrą lokalizację, brakuje nam jedynie parku albo lasu w pobliżu. Spacery w parku były jednak dużo przyjemniejsze niż między blokami i garażami. Zobaczymy, czy życie umożliwi nam spełnienie mojego małego marzenia :-) 

Ostatnio w lesie Gabi znalazła domową myszkę, niestety już nieżywą. Wyobrażacie sobie? Pewnie kolejny niechciany prezent... 

Bruno z nową zabawką-małpką. Dzisiaj już tylko głowa z niej została. 

Dwa ciepłoluby - Gabi i Bruno.

Mój przytulaśny chłopczyk. 

wtorek, 17 grudnia 2013

Zakupy dla tych z futerkiem

Największą radość sprawia mi kupowanie rzeczy dla moich siedmiu łobuzów. Tym razem w Zooplusie kupiłam więcej rzeczy dla dziewczyn - kolejny sputnik, poidło, lizawki, wapienka i przysmaki. Dla dzikich ptaków kule,a dla Brunka krem ochronny do łapek (tylko zimy brak). 


Niestety ulubionej karmy (Bearphar Care+ Rat) moich szczurzych dziewczyn nie ma w Zooplusie. Kupuję więc ją w Keko. Lubią ją do tego stopnia, że chomikują jak smakołyki w domku :-) Karma jest ciekawa, bo wzbogacona jest spiruliną oraz Echinaceą (symbolicznie, ale jest). Echinacea sprawdza się w moim stadku w lekkim przeziębieniu.


A mi coś odporność siada ostatnio. Ledwo co się wykurowałam antybiotykiem, to dzisiaj czuję, że znowu coś mnie bierze. No i niestety. Jesteśmy zmuszeni kupić nową pralkę. Starej nie opłaca się znowu naprawiać, a odmówiła współpracy przedwczoraj. Ten wydatek mniej mnie cieszy, ale co zrobić. W prezencie świątecznym urządzę sobie wielkie pranie :-)

piątek, 13 grudnia 2013

Bruno i lenistwo

Przyznaję się, że dzisiaj oprócz tego, że posprzątałam dziewczynom w klatce, nie zrobiłam nic pożytecznego. Spędziłam dzień na błogim lenistwie przy komputerze i aparacie. Zbierałam siły - jutro Ikea ;-) Urobiłam męża na kupno większej choinki, w końcu święta będą u nas, poza tym pierwszy raz w naszym nowym mieszkaniu, więc musi być porządnie i świątecznie! Bawiłam się też dzisiaj nowym aparatem, aż do momentu zrobienia przez Brunonka kleksa nosem na obiektywie i nabawienia się przez niego fobii aparatowej (nie dość, że aparat ma znienawidzony kolor białej butelki z kroplami do oczu, to jeszcze cykanie go wnerwiało) przy próbach w trybie makro. Trochę brakuje mi manualnych ustawień, ale mimo wszystko jestem zadowolona. Najbardziej podoba mi się bajer z przesyłaniem zdjęć bez kabla do komputera - ja kable ciągle gubię, więc jest to naprawdę fajnie pomyślane :-)
Mam nadzieję, że remont się ruszy na weekend. Chciałabym już móc sprzątnąć wszystko i cieszyć się z nowego miejsca. 


czwartek, 12 grudnia 2013

Dwunastego grudnia...

Kiedyś nie miałam kompletnie szczęścia w konkursach i losowaniach. Za to w tym roku los mi to solidnie wynagradza. W facebookowym rozdaniu Make Me Bio wygrałam kremik. Wcześniej karnet do kina, wyróżnienie w konkursie fotograficznym, książkę i kilka innych fajnych rzeczy. Ale powróćmy do tematu kremu. Mam wrażenie, że wszechświat krzyczy mi do ucha "Zadbaj o siebie!!!". Włosy wiecznie w niesfornym koku, twarz wysypana, skóra sucha, paznokcie w ogóle lepiej przemilczeć... Krem mi się podoba bardzo pod kątem opakowania. Uwielbiam sznurki i małe słoiczki :-) Na razie nie otwieram, przetestuję i będę się rozpieszczać po remoncie i porządkach. Ach, nie mogę się doczekać!


W temacie porządków, wzięłam się dzisiaj solidnie za kuchnię. Umyłam okna (na zdjęciu mój ulubiony płyn do mycia szyb z DM), starłam kurz, poukładałam rzeczy... Zostało niewiele. Widzicie noże na zdjęciu? Będziecie się śmiać, ale odkąd jako nastolatka poszłam do kina na "Krzyk" to mam nożową fobię. Nie znoszę ich widoku, kiedyś nie zasnęłabym w pokoju, w którym np. został nóż na talerzyku po obieraniu jabłek. W poprzednim mieszkaniu listwa magnetyczna służyła mi jako "trzymadełko" do przepisów itp. Ale teraz powoli się oswajam się z myślą, że zawisły na niej noże. Jest to bardzo praktyczne, przede wszystkim, nie tępią się - tak jak w szufladzie. Może tak zostanie, jeszcze nie wiem.


Bruno doczekał się w końcu stałego miejsca na miski. Wcześniej cały ten kącik zawalony był różnymi rzeczami. 


A podkładka pod miski ma logo, które idealnie odzwierciedla nasz dom! Pies i szczur (wiem, że wygląda jak myszka bardziej, ale dla mnie to szczur i już ;-))
Jestem wykończona. Następnym razem pokażę Wam, jakie dwa specyfiki wynalazłam, przy okazji remontu, które bardzo ułatwiają sprzątanie. A teraz czas na odpoczynek, chyba zasłużony :-)

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki u nas

Jak Wasze przygotowania do świąt? Ja z mężem bardzo się spinamy, bo remont jeszcze w toku a chcemy urządzić święta w tym roku u nas. Póki co, kompletuję ozdoby choinkowe, prezenty, układam rzeczy, piorę. Mamy zakład z moją mamą- jak się wyrobimy z remontem, że święta urządzimy u nas, to wtedy ona przygotowuje potrawy na wigilię! Jest o co walczyć;-)
A w temacie świąt - można powiedzieć, że dziewczyny czują już klimat. Są spokojniejsze, więcej śpią, dużo jedzą... Na zdjęciu dwie migawki potwierdzające ten stan :-)

Mania
A co do Brunka, to on z kolei szaleje. Śmiesznie reaguje na śnieg i szron na trawie, to jego pierwsza zima pełną parą! Jestem ciekawa, czy jak spadnie solidny śnieg to będzie się bawić, czy raczej uciekać szybko do domu, pod kocyk. Tymczasem znajduje sobie dziwne zajęcia... 


Turla sztangi po podłodze. O ile moje podnosi bez problemu i potem znajduję je w łóżku i w innych dziwnych miejscach (1 i 2 kilo), to męża (5 kilo) turlał tylko po przedpokoju, brudząc i ją i siebie niemiłosiernie. Jutro może ruszą prace na przedpokoju. Trzymajcie kciuki proszę, żeby sprawnie to poszło 
:-) Balkon stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo spadł śnieg, no ale może jeszcze się ociepli, żeby chociaż płytki położyć do końca! Byłam wielką optymistką wierząc, że razem z wrześniem pożegnamy remont. Teraz się zastanawiam, co będziemy robić, jak już się w końcu urządzimy? Grzebanie w domu już tak wrosło w nasze życie, że ciężko sobie czas bez tego wyobrazić. 

niedziela, 17 listopada 2013

Szczury w komplecie

Dzisiaj monotematycznie - zwierzęta. Tym razem moje. Wczoraj, podczas sprzątania w klatce, udało mi się zrobić zdjęcie całego stadka moich dziewczyn. To chyba jedyne, wspólne zdjęcie. Od lewej: Inka, Lewa, Hania, Milka, Mania, Prawa. No niech ktoś mi powie, że szczury nie są  cudowne!


A tu bonus, oczywiście Brunka nie mogło zabraknąć, ciekawski jak zawsze:


wtorek, 5 listopada 2013

Gabi i różności


Podczas ubiegłego weekendu, gościliśmy moich rodziców i Gabi. Wyprzytulałam się z nią za wszystkie czasy, bo Bruno to przytulak i owszem, ale na jego zasadach. Nie za długo, bez buziaków, a najlepiej to drapać po prost po brzuszku. Gabi lgnie za to do człowieka z ogromną mocą. Jest cudowna, malutka i żałuję już, że nie mieszka z nami. Bruno też się do niej bardzo przywiązał i dopiero dzisiaj przeszła mu rozpacz po wyjeździe naszych gości. Uwielbiamy ją wszyscy!
Postępy w remoncie powoli, ale do przodu. Mamy już płytki w garderobie i pomalowane ściany. Mam nadzieję, że reszta w miarę szybko pójdzie, bo ciągle chodzę i się o coś obijam, potykam. Wszędzie leżą worki, kartony. Cierpią też na tym zwierzęta, dziewczyny nie mają solidnych wybiegów, no Bruno niby sobie jakoś radzi, ale też nie może poszaleć w zabawie. 
Poza tym udało mi się wygrać podwójny karnet miesięczny na projekcje filmowe w ramach DKFu! Śmiałam się, bo rano jeszcze narzekałam mężowi, że ciekawe tytuły będą wyświetlać, a nie ma teraz pieniędzy ani czasu żeby się swobodnie wybrać gdzieś razem. A potem szybki, prosty konkurs na Facebooku i proszę. Czasami życie funduje naprawę miłe niespodzianki :-)

piątek, 6 września 2013

Klatka dla zwierząt - pstrokatość kontra realne oczekiwania

Najbardziej w temacie adopcji zwierząt banalne jest połączenie rzeczy podopiecznych z wyglądem i stylem mieszkania. O ile jeszcze psiarze i kociarze mają bardzo szeroki wybór kolorystyki, typu i rozmiaru legowiska, misek itp. to uszczurzeni położeni są w gorszej pozycji. Bo czy da się znaleźć klatkę, która nie będzie razić kolorami tęczy, niczym w przedszkolu, a przy tym będzie ładna, funkcjonalna i wygodna dla naszych ogonków? Da się, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Szukając klatki dla moich dziewczyn przeczytałam wiele stron na forach. Z tych lepszych i łatwiej dostępnych królował Ferpast. Ci, co mieli zacięcie do rękodzieła, czasami tworzyli sami cuda. A co pozostaje innym? Moim zdaniem najlepiej radzi z sobie z tematem producent klatek Skyline. Aktualny katalog - klik. Sami mamy klatkę Sky rat 100 i jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Jest to zwykła, wygodna klatka, w neutralnym kolorze, która świetnie spełnia swoją rolę. Ale przejrzyjcie katalog. Niektóre to małe dzieła sztuki, są piękne! Każdy wielbiciel zwierząt znajdzie coś dla siebie. Cieszę się, że ktoś w końcu dostrzegł problem "pstrokatości" i wyszedł mu naprzeciw. Bo "zwierzęce" nie musi się równać "kicz". Fakt, że zwierzakom na pewno jest wszystko jedno - byle było wygodnie, ale opiekunom już niekoniecznie. A dzięki takim neutralnym rozwiązaniom można urządzić kącik naszym milusińskim nawet w bloku, w pokoju dziennym, który będzie nadal dzięki temu wyglądać schludnie i jednolicie. Bardzo, bardzo polecamy! :-)

środa, 21 sierpnia 2013

Wiadomość dnia

Zapadła decyzja - wprowadzam(y) się na weekend, zaraz po zakupach w Ikei. Jestem przeszczęśliwa, może we dwójkę szybciej pójdzie ten remont :-)

Mania zakończyła już branie antybiotyku, wraca jej siła, humor i apetyt. Ran prawie już nie widać i gdyby nie wygolone futerko, nikt by nie zgadł, że dopiero co miała operację! Teraz trzymamy kciuki, żeby nie było przerzutów wewnętrznych albo nowych widocznych guzów. 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Z cyklu - znajdź różnicę

Grzebiąc wczoraj w zdjęciach, znalazłam te dwa:

Inka i Hela. Dwa pokolenia, dwa charaktery, inne geny, a jednak tak bardzo podobne...:-)

piątek, 16 sierpnia 2013

Mania


Dzisiaj chcę się Wam pochwalić, że Mania wygrała tym zdjęciem konkurs fundacji Ogony. Będzie twarzą nowej, społecznej kampanii!

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Hanutka


Hania jest u nas dokładnie od 26 maja tego roku. Adoptowaliśmy ją z fundacji Viva. Bardzo szybko się zadomowiła i zaprzyjaźniła z resztą dziewczyn. Jest bardzo samodzielna. Już pierwszego dnia wymyśliła, jak zejść z łóżka. Inne dziewczyny same nigdy tego nie robiły. Znalazła sobie kącik pod szafą, gdzie bardzo chętnie oddawała się przyjemności obgryzania ściany. Z czasem inne dziewczyny próbowały iść w jej ślady chodząc za nią jej ścieżkami. Niektórym to się udawało, niektórym nie, bo trzeba przyznać, że żeby za nią nadążyć, to trzeba mieć refleks.
Mówię na nią Hanutka, bo to sama słodycz jak się na nią patrzy. Jest najmłodsza w naszym stadku.

sobota, 10 sierpnia 2013

Dobre nowiny

Mam dobre nowiny. Mania się bardzo szybko wybudziła po zabiegu, teraz już je, chodzi, ma malutkie rany. Jutro mąż mi ją przywiezie. Bardzo jesteśmy szczęśliwi, że się udało. 
Wczoraj, podczas czytania "Granic uczuć" Joy Fielding, natknęłam się na fragment o kuzynkach (chyba?) kogoś tam z Polski, no nieważne, w każdym razie była wymieniona tam Mania jako jedna z żyjących kobiet. Wzięłam to za dobrą monetę :-) 
Przygotowałam mężowi rzeczy, które ma zabrać do nowego mieszkania. Trochę się tego nazbierało przez miesiąc. Dwie nowe kuwety do klatki dziewczyn (w starych wygryzły dziury), granulat, doniczka, koszyczki, kuferek, skrzynka na klucze, doniczki balkonowe, nowe buty (przepiękne, białe balerinki - mój prezent urodzinowy. Zostawiam je na specjalne okazje). W pokoju od razu luźniej jak wystawiłam wszystko na przedpokój. Poślubiony przywiezie Manię, zabiera rzeczy i wraca remontować. Rezygnujemy ze wspólnego weekendu na rzecz szybszego mojego wprowadzenia się. 
A za tydzień Ikea!
Nie mogę się doczekać, wybierania, przebierania, macania i kupowania :-)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Czwartek

Podróż z Manią przebiegła na szczęście bezproblemowo. Nie było za gorąco, miałyśmy dobre miejsce. Na przystanku przywitał nas mój małżonek z zimnym szejkami w ręce. Jakby czytał w moich myślach! Za to podróż w druga stronę była okropna. Gorąco! W domu z braku czegoś konkretnego i szybkiego na obiad, zrobiłam najszybsze sushi i chyba najmniej schludne na świecie. Ale przynajmniej smaczne. 
Chcę wkomponować gdzieś biurko w nowym domu. Pisałam już o tym? Dzisiaj otrzymałam znak! Mąż dostał smsa, że wszystkie biurka z serii Micke z Ikei, są przecenione o 15% procent, jak się nie mylę. Jak usłyszałam nazwę, to wpadłam, w taką euforię, że nic do mnie już nie docierało. Mąż obiecał, że biurko kupimy, najwyżej go po prostu nie złożymy i będzie leżeć w piwnicy, ale będzie moje!;-)

(Zdjęcie pochodzi ze strony Ikea)


Proszę nadal o trzymanie kciuków za jutrzejszy zabieg! Bardzo się martwię, ale wierzę, że Mania będzie w dobrych rękach. Doktorzy, chociaż jeszcze nie operowali naszych zwierząt, niejednokrotnie dowiedli, że znają się na rzeczy. 

środa, 7 sierpnia 2013

Przygotowania do podróży

Spakowałam już rzeczy potrzebne Maniutce i niecierpliwie śledzę pogodę. Mam nadzieję, że rano nie będzie aż tak gorąco, ale na wszelki wypadek przygotowałam przenośną klimatyzację idąc za radą wyczytaną na jednym z blogów. Zamrażam wodę w worku, jutro przed podróżą włożę ją do plastikowego pojemnika, a następnie do skarpetki. Mamy wodę, mamy ścierkę do moczenia w razie potrzeby, mamy poidło. W sumie dobrze, że muszę ją zawieźć dzień wcześniej, nie będzie zmęczona po podróży przed samym zabiegiem. W sumie mam torebkę zapakowaną po brzegi, torbę z małą klatką i innymi akcesoriami i jeszcze dojdzie transporter. Wyprawka jak z dzieckiem! Proszę jeszcze raz o trzymanie kciuków, żeby wszystko odbyło się pomyślnie.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Leniwy wtorek

Lenię się dzisiaj przed komputerem, nawet codzienny, długi spacer z Brunkiem przekładam na wieczór. Gorąco, za gorąco jak dla mnie! Źle funkcjonuję w zimie i lecie. Najbardziej optymalna jest dla mnie jesień. To moja ulubiona pora roku. Odebrałam przesyłkę z Zooplusa - podłoże dla dziewczyn 15kg, puszki dla Brunka - 400g x12, kilogram darmowej karmy i dodatkowa rampa do wychodzenia z klatki. Kurier się nieco zmachał wnosząc to na drugie piętro. Aż współczuję temu, który co miesiąc będzie nam przywoził co najmniej taką pakę do nowego mieszkania :-)
Bardzo lubię Zooplus. Mają wiele nowinek, często ciekawe promocje i dobre marki. Nie mają tylko ulubionych karm moich dziewczyn i kolb (Bearphar, Versele laga), no ale na inne rzeczy nie mogę narzekać. 
Zapisałam się do newslettera Zostań wege na 30 dni! i Muszę przyznać, że to fajna sprawa. Polega to na tym, że codziennie dostaje się maila z dawką wege informacji w pigułce. Co jeść, jak jeść, przepisy, ciekawostki, przykłady. Czekam, aż przeczytam wszystkie wiadomości, potem sobie wydrukuję i zrobię trzecie podejście w życiu do wegetarianizmu, albo nawet weganizmu! Zobaczymy, jak dam sobie radę. Problemem u mnie jest komponowanie posiłków, robienie zakupów. Mam nadzieję, że dzięki tym wiadomościom uda mi się być bardziej świadomą podczas tych czynności i moje posiłki będą pełnowartościowe i smaczne. Pierwszy raz przestałam jeść mięso w szkole podstawowej. Potem na rok przed ślubem. Niestety znowu zaczęłam jeść mięso, bo nie potrafiłam odpowiednio komponować posiłków. Czegoś mi brakowało, co odbijało się na zdrowiu. Bardzo bym chciała do tego wrócić, teraz już wiem, że suplementacja jest prawdopodobnie rozwiązaniem mojego problemu. Zachęcam Was również do spróbowania nowego stylu życia :-)
Powoli przygotowuje Manię do zabiegu. Będzie to niezłe przedsięwzięcie, bo weterynarz który wykona zabieg znajduje się w miejscowości do której się przeprowadzamy, czy 70km od jeszcze mojego miasta. Mąż tam już mieszka, remontuje. Nie są do warunki do trzymania zwierzęcia, jeszcze po operacji. Ja nie mam ani prawa jazdy, ani nikogo pod ręką, kto mógłby nas zawieźć. PKS w moim mieście splajtował, co spowodowało poważne utrudnienia w komunikacji międzymiastowej. Zostaje mi jeden autobus rano o 10, zabieg jest na 11. Przejazd trwa 150 minut. Czyli muszę Mańkę przywieźć dzień wcześniej (o zgrozo!) autobusem, w taki upał, jeszcze muszę wziąć klatkę "chorobówkę", jedzenie, poidło, kocyki i wszystko co jej będzie potrzebne po zabiegu, zostawić ją w nowym mieszkaniu pod opieką męża, który nie będzie mógł nic remontować, żeby jej nie stresować. Sama mam tylko dwa autobusy powrotne, a wrócić muszę - do reszty stadka, no i Brunka, który potrzebuje spacerów przecież. Więc w dzień zabiegu wsiadam znowu w autobus, lecę do lecznicy, czekam aż Mania będzie mieć skończony zabieg i zacznie się wybudzać i wracam albo z nią, albo sama. Oczywiście zależy to od pogody, jej stanu i wszystkiego innego. Nie wiem jak to wszystko połączyć w zgrabną całość. Przeraża mnie trasa z nią  autobusem, ale co zrobić. 

sobota, 3 sierpnia 2013

Decyzja

Po dzisiejszej konsultacji z naszym weterynarzem, zapadła decyzja - trzeba operować. Zabieg w piątek. Bardzo proszę o trzymanie kciuków, żeby wszystko potoczyło się dobrze. Będę wariować do czasu, aż zabieg się odbędzie a potem aż Mania się wybudzi z narkozy. 
Wszyscy w domu się topimy. Nie lubię lata w mieście. Marzę o domku na wsi, gdzie drzewa dawałyby przyjemny cień. Może kiedyś będzie nam dane się przeprowadzić w takie miejsce. Póki co, będziemy mieszkać w środku miasta, ale w dość fajnej okolicy. Blisko znajduje się nasz weterynarz, Rossmann, Lidl, Tesco, przychodnia lekarska, przystanki i szkoła (opcjonalnie, gdyby się pojawił jakiś bobas w naszym życiu ;-)) Jeszcze znaleźć jakiś placyk, gdzie Bruno mógłby biegać luzem i jesteśmy urządzeni.  Na szczęście z okna mamy widok trochę na góry, trochę na miasto, ale jest też trochę zieleni. W miarę cicha, zadbana okolica. 
Mamy położone płytki w łazience na podłodze póki co, przesunięte drzwi do kuchni i trochę innych pierdół, ale końca nie widać. Bardzo bym chciała już się wprowadzić!

piątek, 2 sierpnia 2013

Zmiany...

Bardzo długo nie pisałam. Wiele się zmieniło. Po pierwsze w marcu straciliśmy naszego najdroższego psiego przyjaciela - Lakusia. Potem Helunię. Oprócz tego zmarła babcia mojego męża i zginął tragicznie jego kuzyn.  Jest to bardzo ciężki okres dla nas. Oprócz tego przeprowadzamy się. W miesiąc sprzedaliśmy mieszkanie, kupiliśmy nowe, teraz mąż remontuje i pracuje w nowym mieście a ja pomieszkuję u rodziców. Ze względu na zwierzęta wybraliśmy taką opcję. A z pozytywnych rzeczy - zamieszkała z nami Hanutka - szczurzyca wzięta z Fundacji Viva, oraz Bruno - psiak, którego ktoś porzucił z rodzeństwem w lutowy, zimny dzień pod sklepem. Szczeniaki miały może z dzień, góra dwa. Na szczęście trafiły pod opiekę człowieka - anioła współpracującego z jedną z fundacji, gdzie zostały odkarmione i wyrosły na urocze psie dzieciaki. Stamtąd Brunek trafił do nas. Będzie o nim osobny post, bo jest niesamowity i codziennie nas zadziwia. Życie płynie dalej. Zaczęliśmy z nimi nowy etap. Wszystko dzieje się tak szybko, że ledwo to ogarniamy, ale jakoś udaje się wszystko połączyć w zgrabną całość.
Dzisiaj zmartwiła mnie Mania - wyczułam guzek. Na moje oko to tłuszczak, ale weterynarzem nie jestem, a bardzo się obawiam ewentualnego zabiegu. Zbyt dużo śmierci jak na ten rok i teraz jeszcze ona. Dwa szczurki których już nie ma z nami, też miały guzy. Andzia guzy listwy mlecznej, Hela guz przysadki i pod koniec też guz listwy. Andzia nie wybudziła się z narkozy, Heli nawet nie próbowaliśmy operować - ze względu na guza przysadki, wiek i niewydolność serduszka. Była bardzo silna i dzielna. Do ostatniej chwili cieszyła się życiem. Pokory i radości powinniśmy uczyć się od zwierząt.

niedziela, 24 lutego 2013

Z życia szczurzej gromadki


Ineczka - wczoraj pierwszy raz odważyła się sama wyjść z klatki. Uprawiała szpagaty na wysokości. Małymi kroczkami staje się dorosłym, oswojonym szczurem. Na drugim zdjęciu widać Helę, jak siedzi w puszce na ciastka. Wyjadała resztki. Bardzo jej się podobało to miejsce, bo inne dziewuchy nie były w stanie nić jej ukraść (co się często zdarza gdy je na otwartej przestrzeni). 
Inka i Milka powoli rosną. Ale są to najbardziej dzikie szczury z którymi miałam do czynienia. Może to dlatego, że trafiły do nas gdy już mieliśmy kilka szczurów i to całkowicie zaspokaja ich potrzebę towarzystwa? Nie są w stanie jeszcze do końca zaufać człowiekowi. Podchodzą do ręki, wychodzą z klatki (Inka od wczoraj dopiero, ale to też ważna zmiana), biorą jedzenie, robią noski-noski, ale pogłaskać się nie dają. Na ramieniu też nie posiedzą, chyba, że muszą. Cała reszta po miesiącu była już obyta z ludźmi. No nic, najważniejsze, że nie są agresywne i są zdrowe, nad całą resztą będziemy pracować.
Co do klatki - już wyrobiłam sobie rytm sprzątania. Sprzątam co dwa-trzy dni i zajmuje mi to średnio godzinę, rozpoczynając od wyłapania wszystkich i puszczenia na kanapę, po przygotowanie jedzenia i picia. Klatka jest ciężka i ciężko ją się składa. Przydaje się do tego męska ręka. Najgorzej jest z wyciąganiem i wstawianiem półeczki, która jest zawieszona na prętach. To najgorsza dla mnie robota. Kuwety są rozmiaru naszej wanny! Dobrym wyborem był też zakup stojaka na kółkach. Dzięki temu bardzo łatwo jest je przetransportować do drugiego pokoju na czas wietrzenia i sprzątania. Ale mimo, że sprzątanie tyle mi zajmuje, to nie żałuję. Był to bardzo dobry wybór i dziewczyny też się w niej dobrze czują. 

środa, 23 stycznia 2013

Szczurkowo


Wiecie już gdzie mieszkają moje dziewczyny, ale mieszkańcy są zupełnie nieznani. Dlatego przedstawię moje szczurze stadko.

Prawa i Lewa - nasze pierwsze szczurze siostry. Nie wiedzieliśmy jak je nazwać, jak były małe to były do siebie bliźniaczo podobne. Różniły się plamami na oczach, jedna miała plamkę na lewym, druga na prawym oku. Na zdjęciach widać różnicę między nimi i teraz jest dla nas oczywiste, która to która. Jednak wcześniej mieliśmy z odróżnieniem niemały problem. Tymczasowo zaczęliśmy nazywać je Prawa i Lewa, one się przyzwyczaiły do imion bardzo szybko, więc tak już zostało. Od początku zmagaliśmy się z katarem, udało się go zwalczyć. Prawa była nieco nieufna, co skutkowało kilkoma pogryzieniami, ale oswajaliśmy się powoli i przyniosło to świetne efekty.  Teraz mają około 10 miesięcy.  Lewa urosła, baba wielka, Prawa zatrzymała się na nieco ponad 200g. To ona miała zapalenie płuc. Mimo, że mała, to bardzo dzielna. Teraz aż serce mięknie jak widać, że znowu biega, je z apetytem. 

Hela - Helena to nasza kochana staruszka. Wcześniej, razem z Andzią mieszkały u moich rodziców. Potem gdy my przygarnęliśmy Prawą i Lewą, dziewczyny się tak polubiły, że postanowiliśmy ich nie rozdzielać i zamieszkały wszystkie u nas. Hela ma ponad dwa lata, i ma niezły charakterek. Potrafi być bardzo milutka i kochana a na drugi dzień drażni ją wszystko i potrafi ugryźć. Humorki prawdziwej kobiety :-) Przy tym jest bardzo łakoma.  

Mania - kilkumiesięczny, skoczny łobuz. Podczas łączenia od razu zaczęła zabawę z innymi dziewczynami i szybko się zadomowiła. Na nasze oko jest to szczurzy wampir, nigdy jej nie przyłapaliśmy na śnie.Nie wynika to ze stresu, jest oswojona z nami i otoczeniem. Po prostu bardzo lubi obserwować. Gdy D. miał gorączkę, to siedziała pół nocy w kącie klatki i go obserwowała. 

Inka i Milka - Ineczka jest u nas od miesiąca, Milka od wczoraj. Inka imię zawdzięcza naszej ulubionej kawie, którą pijemy z mlekiem - jej umaszczenie jest czarno - białe - właśnie jak chwilę przed zmieszaniem się kawy z mlekiem ;-) Milka jest za to biała i ma różowe oczy - przypomina białą czekoladę z truskawkami, więc stąd imię.  Są w tym samym wieku. Inka jest naszym maleństwem płochliwym, Milka jest za to silna jak żadna inna. Obie się jeszcze z nami oswajają. 


Czyli sześć sztuk na dzień dzisiejszy. Jedno mogę stwierdzić - trzymanie szczura w pojedynkę to naprawdę porażka dla zwierzęcia. Te zwierzęta muszą być przygarniane parzyście! Wiadomo - nie każdy może sobie pozwolić na trzymanie takiej ilości jak my, ale chociaż jeden towarzysz musi być. Decydując się na zwierzę, decydujmy się świadomie. Trzeba przemyśleć sprawę miejsca, towarzystwa, leczenia. Wbrew pozorom, szczurki to nie są tanie zwierzęta. Na leczenie Prawej i dojazdy do lekarza w grudniu wydaliśmy 500zł. Oczywiście można kupić szczura za 15zł, bo krótko żyje, bo to tylko szczur i po co się przejmować leczeniem i znudzeniem... Pytanie tylko po co? Pamiętajmy - zwierzę to nie zabawka. Tym apelem kończę dzisiejszy post. Pozdrawiamy Was serdecznie :-)