Chociaż na co dzień staram się kupować kosmetyki bez dziwnych substancji i "zapychaczy", czasami zdarza mi się zgrzeszyć. Szczególnie dla zapachu, uwielbiam intensywne, słodkie kosmetyki. Seria Sweet Secret z Farmony ma w swoich szeregach piernikowy balsam. Musiałam go kupić, bo pierniki uwielbiam. Przy okazji zaopatrzyłam się w zapach orzechowych muffin z karmelem. Piernikowa wersja pachnie całkiem korzennie, natomiast orzechowy zapach jest obłędnie słodki. Na pewno nie trafi w gust wszystkich, jest nieco chemiczny, ale mi to nie przeszkadza.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 stycznia 2014
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Czar świątecznych wspomnień...
A raczej wspomnienie pozytywnych rzeczy pośród naszego świątecznego koszmarku ;-) Choinka, jak widać, była nieco uboga i minimalistyczna. Były jeszcze ciastka na niej, ale te z dołu pozjadał Bruno, a te na górze nie przetrwały do wigilii... Nabrały wilgoci z powietrza. No trochę było prania, ściany, kleje schły, do tego przecież nas zalało... Ale machnęłam na to ręką. Gabi przypadła rola pani Mikołajowej :-)
A poniżej widać to, co budzi w każdym dorosłym wewnętrzne dziecko... Świąteczne prezenty! Kapciochy i bluzeczka z Tchibo, limitowana edycja ulubionych kosmetyków - coś dla ciała i coś dla ducha... A także coś dla domu :-)
I oczywiście kartki. Uwielbiam dostawać kartki szczerze wypisane, zapisane od góry do dołu... Tak się natrudzić i wylać z serca same ciepłe rzeczy potrafią tylko przyjaciele!
Oraz prezent, który sobie sama sprawiłam przed świętami, korzystając z zakupu pralki - mikser. Uwielbiam go!
Codziennie coś miksuję korzystając z tego, co mam w domu. Tak powstały już m.in. mandarynkowe lody, mandarynkowy sok, koktajl z pomarańczy i zielonej herbaty... Pyszności, szczególnie polecam tym, co lubią soki z "farfoclami". Oprócz tego co pokazałam, zostaliśmy naprawdę hojnie obdarowani w te święta. Mama przywiozła 4 lampiony, w tym jeden wielki (sięga mi do pasa!), przygotowała mnóstwo pyszności o których już wspomniałam, poza tym ciocia zaopatrzyła nas w zapas przetworów w słoikach, mięsnymi własnymi wyrobami, moim ulubionym orzechowcem i orzechami z własnego drzewa... Swojsko, pysznie i zdrowo. Marzę, żeby mieć kiedyś albo mieszkanie w kamienicy, albo malutki domek na wsi. Miałabym wtedy też swój ogródek :-)
A zaraz Nowy Rok! Życzę Wam, żeby przyniósł zdrowie, szczęście i spełnienie Waszych marzeń. Ja 2013 z ulgą żegnam, spotkało nas wiele przykrości, stresu, zmian, ale oczywiście też dobrych rzeczy. Mimo wszystko wolę spokojne życie i mam nadzieję, że w 2014 będzie dominować rutyna (nie mam tu na myśli nudy, ale spokój) :-)
wtorek, 17 grudnia 2013
Zakupy dla tych z futerkiem
Największą radość sprawia mi kupowanie rzeczy dla moich siedmiu łobuzów. Tym razem w Zooplusie kupiłam więcej rzeczy dla dziewczyn - kolejny sputnik, poidło, lizawki, wapienka i przysmaki. Dla dzikich ptaków kule,a dla Brunka krem ochronny do łapek (tylko zimy brak).
Niestety ulubionej karmy (Bearphar Care+ Rat) moich szczurzych dziewczyn nie ma w Zooplusie. Kupuję więc ją w Keko. Lubią ją do tego stopnia, że chomikują jak smakołyki w domku :-) Karma jest ciekawa, bo wzbogacona jest spiruliną oraz Echinaceą (symbolicznie, ale jest). Echinacea sprawdza się w moim stadku w lekkim przeziębieniu.
A mi coś odporność siada ostatnio. Ledwo co się wykurowałam antybiotykiem, to dzisiaj czuję, że znowu coś mnie bierze. No i niestety. Jesteśmy zmuszeni kupić nową pralkę. Starej nie opłaca się znowu naprawiać, a odmówiła współpracy przedwczoraj. Ten wydatek mniej mnie cieszy, ale co zrobić. W prezencie świątecznym urządzę sobie wielkie pranie :-)
piątek, 13 grudnia 2013
Bruno i lenistwo
Przyznaję się, że dzisiaj oprócz tego, że posprzątałam dziewczynom w klatce, nie zrobiłam nic pożytecznego. Spędziłam dzień na błogim lenistwie przy komputerze i aparacie. Zbierałam siły - jutro Ikea ;-) Urobiłam męża na kupno większej choinki, w końcu święta będą u nas, poza tym pierwszy raz w naszym nowym mieszkaniu, więc musi być porządnie i świątecznie! Bawiłam się też dzisiaj nowym aparatem, aż do momentu zrobienia przez Brunonka kleksa nosem na obiektywie i nabawienia się przez niego fobii aparatowej (nie dość, że aparat ma znienawidzony kolor białej butelki z kroplami do oczu, to jeszcze cykanie go wnerwiało) przy próbach w trybie makro. Trochę brakuje mi manualnych ustawień, ale mimo wszystko jestem zadowolona. Najbardziej podoba mi się bajer z przesyłaniem zdjęć bez kabla do komputera - ja kable ciągle gubię, więc jest to naprawdę fajnie pomyślane :-)
Mam nadzieję, że remont się ruszy na weekend. Chciałabym już móc sprzątnąć wszystko i cieszyć się z nowego miejsca.
środa, 11 grudnia 2013
wtorek, 10 grudnia 2013
Przedświątecznie, bez klimatu, ale za to z nutką lekkiego stresu
Kiedy my się z mężem gimnastykujemy, aby do świąt ze wszystkim zdążyć, inni domownicy wypoczywają... I znowu kolejny wpis, a ja nie mam czym się pochwalić, tylko moimi zadowolonymi pyszczkami ;-) (w sputniku Hania a za nią Mileczka).
Lista rzeczy do zrobienia:
PRZEDPOKÓJ
- Wygładzić gładź na przedpokoju (nadal nie wiem jak to się fachowo nazywa)
- Zagruntować.
- Pomalować.
- Dokończyć kładzenie płytek podłogowych na przedpokoju i listew.
- Zakleić wnękę.
- Wymienić włączniki światła.
- Zrobić fugi.
- Powiesić wieszak, lustro
- Pomalować grzejnik
- Posprzątać.
ŁAZIENKA
- Dokończyć kładzenie płytek na ścianie.
- Zafugować.
- Pomalować sufit.
- Wkleić lustro.
- Powiesić lampy.
- Pomalować grzejnik.
- Powiesić wieszak,uchwyt na papier toaletowy.
- Posprzątać.
- Ozdobić.
- Pomalować futrynę.
- Wstawić drzwi.
- W drzwiach wyciąć otwory na dole.
BALKON
- Położyć płytki podłogowe do końca.
- Zakleić dziury po sufitowej suszarce.
- Pomalować ściany.
- Poprawić pomalowane już barierki.
- Powiesić wspornik ozdobny (będą na nim wisieć kule dla ptaków)
- Posprzątać.
- Przyozdobić.
KUCHNIA
- Powiesić plakat.
- Przyciąć i zamontować listwę na cokoły (nie pamiętam też nazwy nigdy)
- Powiesić karnisz.
- Posprzątać.
- Zalepić dwie dziury w podłodze.
- Przewiesić wieszak (jakoś z mężem się nie dogadaliśmy co do wysokości i jest teraz za nisko)
- Wymienić zlew i zareklamować (złapał barwnik spożywczy i ma teraz lekko pomidorowy odcień!)
- Przyozdobić.
SALON.
- Złożyć skrzynię na pościel do kanapy i zamontować.
- Powiesić półki.
- Złożyć podnóżek
- Złożyć stolik
- Zamontować listwę maskującą do kabli.
- Posprzątać.
- Wynieść niepotrzebne rzeczy do piwnicy.
- Przyozdobić.
- Zamontować karnisz.
- Przymocować kawałek listwy przypodłogowej.
- Dokończyć podłogę w progu łączącym z garderobą.
- Zamalować drobne plamy na ścianach.
GARDEROBA
- Posprzątać.
- Poukładać poprane ubrania.
- Zamontować drzwi.
SYPIALNIA
- Posprzątać.
- Wynieść narzędzia do piwnicy.
- Powiesić półki (opcjonalnie, jeszcze nie wiem)
- Zamontować drzwi.
Tak więc zostało niby niewiele ale jeszcze tak dużo! Ja cały czas segreguję, układam, piorę... Mam wrażenie, że to dosłownie syzyfowa praca!
A tak w ogóle, to jest to setny wpis na blogu... :-)
piątek, 6 grudnia 2013
Mikołajki u nas
Jak Wasze przygotowania do świąt? Ja z mężem bardzo się spinamy, bo remont jeszcze w toku a chcemy urządzić święta w tym roku u nas. Póki co, kompletuję ozdoby choinkowe, prezenty, układam rzeczy, piorę. Mamy zakład z moją mamą- jak się wyrobimy z remontem, że święta urządzimy u nas, to wtedy ona przygotowuje potrawy na wigilię! Jest o co walczyć;-)
A w temacie świąt - można powiedzieć, że dziewczyny czują już klimat. Są spokojniejsze, więcej śpią, dużo jedzą... Na zdjęciu dwie migawki potwierdzające ten stan :-)
A co do Brunka, to on z kolei szaleje. Śmiesznie reaguje na śnieg i szron na trawie, to jego pierwsza zima pełną parą! Jestem ciekawa, czy jak spadnie solidny śnieg to będzie się bawić, czy raczej uciekać szybko do domu, pod kocyk. Tymczasem znajduje sobie dziwne zajęcia...
A w temacie świąt - można powiedzieć, że dziewczyny czują już klimat. Są spokojniejsze, więcej śpią, dużo jedzą... Na zdjęciu dwie migawki potwierdzające ten stan :-)
![]() |
| Mania |
Turla sztangi po podłodze. O ile moje podnosi bez problemu i potem znajduję je w łóżku i w innych dziwnych miejscach (1 i 2 kilo), to męża (5 kilo) turlał tylko po przedpokoju, brudząc i ją i siebie niemiłosiernie. Jutro może ruszą prace na przedpokoju. Trzymajcie kciuki proszę, żeby sprawnie to poszło
:-) Balkon stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo spadł śnieg, no ale może jeszcze się ociepli, żeby chociaż płytki położyć do końca! Byłam wielką optymistką wierząc, że razem z wrześniem pożegnamy remont. Teraz się zastanawiam, co będziemy robić, jak już się w końcu urządzimy? Grzebanie w domu już tak wrosło w nasze życie, że ciężko sobie czas bez tego wyobrazić.
wtorek, 3 grudnia 2013
Samsung WB30F
Pamiętacie moje małe marzenie o kompaktowym, malutkim aparacie? Spełniło się! Zostałam dumną posiadaczką białego Samsunga WB30F. Pierwsze testy za mną, jestem bardzo zadowolona:-) Oczywiście Nikona nie odstawie w kąt, ale teraz będę w stanie fotografować bardzo spontaniczne sytuacje. Aparat zmieści się do klatki dziewczyn i mojej najmniejszej torebki - przebija mojego ukochanego Nikona poręcznością. Zainteresowanych specyfikacją odsyłam na stronę producenta - klik.
środa, 27 listopada 2013
Ja
Dzisiaj trochę ekshibicjonizmu blogowego... Korzystając z okazji, że leżę w łóżku powalona chorobą, przeglądam archiwum zdjęć na dysku. Trafiłam na to. Zrobił mi je mąż, niedługo po ślubie i po tym, jak ścięłam włosy. Bardzo je lubię :-)
I jeszcze jedno... To z czasów, gdy byliśmy jeszcze narzeczeństwem. Zapomniałam o tym zdjęciu całkowicie, a kiedyś też je bardzo lubiłam!
czwartek, 21 listopada 2013
środa, 20 listopada 2013
wtorek, 19 listopada 2013
Bruno i nowe legowisko
Brunoliński w nowym legowisku. Na początku kupiliśmy mu taki sam koszyk, ale w kolorze brązowym. Ten mama kupiła dla Gabi, ale jej nie przypadł do gustu, więc oddała nam. Nam obojgu się czarna wersja kosza bardziej podoba niż stara brązowa (w brązowym Bruno trzymał tylko swoje zabawki, a w tym dzisiaj siedział), tak więc ten zostaje u nas, a brązowy oddamy. Oba kosze są marki Lindo. Ich zdecydowana zaletą jest tworzywo, z którego są wykonane. Wiklinowe wyglądają pięknie, ale często są gryzione przez psy. Taki plastikowy łatwo utrzymać w czystości i nic nie kusi żeby pogryźć.Oba kosze tradycyjnie kupiłyśmy w Zooplusie. Tak wiem, często o nim piszę, ale jest to jeden z dwóch moich ulubionych sklepów internetowych z akcesoriami dla zwierząt. A to u nas częste zakupy przy takim dobrodziejstwie inwentarza ;-). Drugim ulubionym sklepem jest Keko. W Keko kupuję karmę i przysmaki dla szczurków, mają rozsądne ceny dobrych marek i większe paczki, co się zdecydowanie nam opłaca.
Ulubione książki z dzieciństwa
Do zrobienia pozostał nam tylko przedpokój (znowu mam nową wizję!) i balkon w całości. A tak, to zostały tylko drobnostki typu wstawić drzwi, powiesić lampy i dokończyć kawałek łazienki. Powoli segreguję rzeczy i układam. Rozładowałam kartony z moimi książkami z dzieciństwa. W dawnym domu wylądowały w piwnicy szczelnie pozaklejane w kartonach z braku miejsca na regałach, w mieszkaniu pozostało tylko kilka pozycji do których chętnie wracam. W biblioteczce trzymam "Kubusia Puchatka" A.A. Milne (ktoś zostawił ją z innymi książkami pod boksem ze śmietnikami, gdzie znalazł je mój tato i wziął korzystając, że były w niezłym stanie), "Nowe przygody Mikołajka" i dwa kolejne tomy (kupiłam sobie jako dorosła, a stare klasyczne, małe książeczki o przygodach Mikołajka notorycznie wypożyczałam z biblioteki. Do dzisiaj marzę, żeby mieć całą serię na własność. Może Mikołaj to przeczyta i mi przyniesie w tym roku?), "Dyrdymałki i inne wiersze" Ireny Suchorzewskiej (Cudowne wierszyki!), baśnie Andersena (które nabyłam używane również jako dorosła, ale w dzieciństwie czytałam w innych wydaniach) i ukochana "Chłopcy z placu broni", którą mam po rodzicach.
Lektury, na których również się wychowałam, a które przełożyłam dzisiaj do plastikowych pojemników i również schowam do piwnicy i będą czekać na małego ktosia, któremu przekażę wszystkie te moje literackie skarby to:
Książki Disney'a, które uwielbiałam, a pierwszą książką którą dostałam z tej serii był "Bernard i Bianka". To chyba pierwszy romans, który wpadł mi w ręce;-) Oprócz tych książek na zdjęciu, mam jeszcze kilka wydanych w większym formacie.
"Martynka i jej mały świat" oraz "Niezwykłe przygody Kasi i Pawła" - cudowne, przepiękne ilustracje!
"Martusia i Gufi" oraz "Kasia i Bari" - od dziecka uwielbiałam książki o psach :-)
Wiersze Jana Brzechwy, wyeksploatowane do granic możliwości, klasyk!
Gazetka "Już czytam". Świetne opowiadania, komiksy. Żałuję, że uchowało mi się tak niewiele egzemplarzy, kiedyś miałam wszystkie. Teraz chętnie bym dokupiła resztę...
"Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren. Pierwsza książka, którą przeczytałam od deski do deski sama w jeden wieczór. I druga pozycja tej samej autorki. Po krótkim zastanowieniu, pozostają też w domu na półce.
Oprócz tych książek namiętnie czytałam regularnie także "Dynastię Miziołków" - najbardziej podobał mi się motyw ze szczurem. Nawet w najśmielszych dziecięcych marzeniach nie posunęłam się o myśl, że będę mieć w przyszłości tyle ogonów w domu! Bardzo podobała mi się również "Mała księżniczka" Frances Hodgson Burnett. Nigdy też nie miałam jej na własność, ale regularnie wypożyczałam.
Gdy byłam już nieco starszym dzieckiem i poznałam moja dotychczasową przyjaciółkę (poznałyśmy się w 4 klasie podstawówki) to wypożyczałyśmy razem książki z cyklu "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz i czytałyśmy po szkole. Każda w swoim domu, ale to przez jakiś czas był nasz wspólny rytuał.
Nigdy nie przeczytałam cyklu "Ani z Zielonego Wzgórza" ale za to "Tajemniczy ogród" urzekał mnie regularnie swoim klimatem. Jako dziecko sięgałam też po dzieła Mickiewicza (uwielbiam epokę romantyzmu, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest coś takiego, ale już mnie do tego ciągnęło), a jego dramaty wystawiałam w domu za pomocą lalek Barbie :-)
Książki odkąd pamiętam były dla mnie bardzo ważne. Dzięki rodzicom szanuję wszelkie lektury. Używane i po kimś mają dla mnie taką samą wartość, jak te nowe.Podziwiałam mojego tatę, gdy mi czytał je wieczorami. Pragnęłam czytać sama i nie wierzyłam mu, że kiedyś się nauczę i że jest to bardzo proste. A dzisiaj mam nadzieję, że kiedyś sama będę mogła tak samo zapewniać nasze dziecko :-)
niedziela, 17 listopada 2013
Szczury w komplecie
Dzisiaj monotematycznie - zwierzęta. Tym razem moje. Wczoraj, podczas sprzątania w klatce, udało mi się zrobić zdjęcie całego stadka moich dziewczyn. To chyba jedyne, wspólne zdjęcie. Od lewej: Inka, Lewa, Hania, Milka, Mania, Prawa. No niech ktoś mi powie, że szczury nie są cudowne!
A tu bonus, oczywiście Brunka nie mogło zabraknąć, ciekawski jak zawsze:
niedziela, 10 listopada 2013
Plan mieszkania
Dzisiaj postanowiłam Wam pokazać, jaki mamy układ mieszkania. Nie jest to nowe budownictwo ani moja wymarzona kamienica, ale mieszkanie ma wiele zalet, o których pisałam wcześniej - przestrzenny widok z okien, dobre położenie bloku, opłaty (przynajmniej za ogrzewanie) niższe niż w kamienicy - czyli wszystko to, czego potrzebowaliśmy na start w nowym mieście. Nie porywaliśmy się na zakup dużego, wymarzonego mieszkania, bo nie wiemy, jak potoczą się nasze losy i czy zostaniemy tu na stałe. Mieszkanie ma trzy pokoje i ślepą, mikro kuchnię w oryginale. My przenieśliśmy kuchnię do jednego z pokoi, a w kuchni urządzamy sobie malutką garderobę połączoną z pralnią. Praktyczniej by było w miejscu kuchni urządzić łazienkę a w miejscu łazienki garderobę - wtedy byłaby bliżej sypialni i od razu można by było chować na przykład płaszcze po wejściu do domu, ale niestety, nie mieliśmy tyle czasu, żeby aż tak przearanżować układ. Jak widać na planie, mam w przedpokoju wnękę. Znajduje się w niej licznik i zaślepiona rura od gazu. Nie dość, że nie mogę tego po prostu zabudować, bo musi być dojście - wiadomo, to jeszcze ściany są tak krzywe, że nie mam kompletnie pomysłu na aranżację tego kącika. Co prawda, moglibyśmy podrównać wszystko, ale jak pomyślę o kolejnym kuciu ścian... Szukam jakiś inspiracji, ale nie wiem czy niestety nie będę zmuszona na solidne wyrównanie.
wtorek, 5 listopada 2013
Gabi i różności
Podczas ubiegłego weekendu, gościliśmy moich rodziców i Gabi. Wyprzytulałam się z nią za wszystkie czasy, bo Bruno to przytulak i owszem, ale na jego zasadach. Nie za długo, bez buziaków, a najlepiej to drapać po prost po brzuszku. Gabi lgnie za to do człowieka z ogromną mocą. Jest cudowna, malutka i żałuję już, że nie mieszka z nami. Bruno też się do niej bardzo przywiązał i dopiero dzisiaj przeszła mu rozpacz po wyjeździe naszych gości. Uwielbiamy ją wszyscy!
Postępy w remoncie powoli, ale do przodu. Mamy już płytki w garderobie i pomalowane ściany. Mam nadzieję, że reszta w miarę szybko pójdzie, bo ciągle chodzę i się o coś obijam, potykam. Wszędzie leżą worki, kartony. Cierpią też na tym zwierzęta, dziewczyny nie mają solidnych wybiegów, no Bruno niby sobie jakoś radzi, ale też nie może poszaleć w zabawie.
Poza tym udało mi się wygrać podwójny karnet miesięczny na projekcje filmowe w ramach DKFu! Śmiałam się, bo rano jeszcze narzekałam mężowi, że ciekawe tytuły będą wyświetlać, a nie ma teraz pieniędzy ani czasu żeby się swobodnie wybrać gdzieś razem. A potem szybki, prosty konkurs na Facebooku i proszę. Czasami życie funduje naprawę miłe niespodzianki :-)
poniedziałek, 28 października 2013
Gabi
W sobotę do naszej rodziny dołączyła Gabi. Jest to cudna mała suczka, wyglądająca jak jamnik bez ogonka. I podobna do Brunka! Dwa karmelki. Rodzice przygarnęli ją spod skrzydeł Stowarzyszenia Łapa.
piątek, 18 października 2013
Bruno malutki
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać, jak wyglądało życie Brunka, zanim do nas trafił. Na zdjęciach znajduje się on, jego rodzeństwo i inni towarzysze.
A te zdjęcia, były mniej więcej zrobione przed naszą adopcją. Chociaż wydaje mi się, że niewiele się zmienił, trochę może "zmężniał", to jednak waży teraz 10kg a nie 5. Doktor mówi, że większy nie urośnie, będzie tylko "nabierać ciałka".
A to zdjęcie zdecydowało, że adoptujemy Brunka a nie jego rodzeństwo - bo braliśmy taką opcję pod uwagę. Ale że to rodzeństwo, to później się dowiedzieliśmy :-) Wcześniej wiedziałam tylko, że psiak, który będzie nasz, będzie mieć smutne oczy. Teraz w tych oczkach dostrzegam chochliki, ale mają w sobie coś magicznego. Wiele osób się nimi zachwyca na ulicy.
Mam nadzieję, że jest u nas szczęśliwy, tak jak był w DT, co widać na zdjęciach :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































