Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikea. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Czar świątecznych wspomnień...

A raczej wspomnienie pozytywnych rzeczy pośród naszego świątecznego koszmarku ;-) Choinka, jak widać, była nieco uboga i minimalistyczna. Były jeszcze ciastka na niej, ale te z dołu pozjadał Bruno, a te na górze nie przetrwały do wigilii... Nabrały wilgoci z powietrza. No trochę było prania, ściany, kleje schły, do tego przecież nas zalało... Ale machnęłam na to ręką. Gabi przypadła rola pani Mikołajowej :-)


A poniżej widać to, co budzi w każdym dorosłym wewnętrzne dziecko... Świąteczne prezenty! Kapciochy i bluzeczka z Tchibo, limitowana edycja ulubionych kosmetyków - coś dla ciała i coś dla ducha... A także coś dla domu :-)


I oczywiście kartki. Uwielbiam dostawać kartki szczerze wypisane, zapisane od góry do dołu... Tak się natrudzić i wylać z serca same ciepłe rzeczy potrafią tylko przyjaciele!


Oraz prezent, który sobie sama sprawiłam przed świętami, korzystając z zakupu pralki - mikser. Uwielbiam go!


Codziennie coś miksuję korzystając z tego, co mam w domu. Tak powstały już m.in. mandarynkowe lody, mandarynkowy sok, koktajl z pomarańczy i zielonej herbaty... Pyszności, szczególnie polecam tym, co lubią soki z "farfoclami". Oprócz tego co pokazałam, zostaliśmy naprawdę hojnie obdarowani w te święta. Mama przywiozła 4 lampiony, w tym jeden wielki (sięga mi do pasa!), przygotowała mnóstwo pyszności o których już wspomniałam, poza tym ciocia zaopatrzyła nas w zapas przetworów w słoikach, mięsnymi własnymi wyrobami, moim ulubionym orzechowcem i orzechami z własnego drzewa... Swojsko, pysznie i zdrowo. Marzę, żeby mieć kiedyś albo mieszkanie w kamienicy, albo malutki domek na wsi. Miałabym wtedy też swój ogródek :-) 
A zaraz Nowy Rok! Życzę Wam, żeby przyniósł zdrowie, szczęście i spełnienie Waszych marzeń. Ja 2013 z ulgą żegnam, spotkało nas wiele przykrości, stresu, zmian, ale oczywiście też dobrych rzeczy. Mimo wszystko wolę spokojne życie i mam nadzieję, że w 2014 będzie dominować rutyna (nie mam tu na myśli nudy, ale spokój) :-)

piątek, 27 grudnia 2013

No i po.

Święta minęły nie wiadomo kiedy. No cóż, nie było idealnie, nie zdążyliśmy ze wszystkim. Ale za to wypoczęliśmy, najedliśmy się do syta i ogarnęliśmy dom na tyle, że da się swobodnie mieszkać. Drzwi są wstawione, przedpokój zrobiony, pralka nowa właśnie pierze, a w łazience jest na tyle czysto i klimatycznie, że można się relaksować :-) Resztę powoli się ogarnie. 


W tym roku średnio odczułam klimat i magię świąt. Po pierwsze dlatego, że bardzo spinaliśmy się z remontem, po drugie nie było śniegu, po trzecie wigilia była u nas a nie u rodziców. A mama potrafi stworzyć piękne dekoracje, choinka - mimo, że zawsze była malutka, też zawsze zachwycała. Przynajmniej tyle z tego, że potrawy miały ten sam smak co zawsze, bo przygotowywała je mama. Ale mimo wszystko zrobiła mi wielką przyjemność i niespodziankę. Był wege pasztet, wege bigos i najważniejsze - nie było w ogóle ryby na stole! Wcześniej na rodzinnych wigiliach karp miał zawsze darowane życie, a jedzono inne ryby. Poczułam się wzięta pod uwagę, co prawda Święta Bożego Narodzenia to święta,gdzie wegetarianin może się najeść mimochodem, ale ten gest naprawdę był miły. Znacie temat z wesel i imprez rodzinnych, gdzie ci niejedzący mięsa skazani są na ziemniaki i surówki? No właśnie, o to chodzi.


Tymi dwiema migawkami z prawie czystego i wyremontowanego domku żegnam Was poświątecznie i pozdrawiam. Wiem już, że niedługo będzie po wszystkim i będziemy mogli się zadomowić :-)

piątek, 20 grudnia 2013

Coraz bliżej święta...

Niedawno wróciliśmy z zakupów. Ale ceny! Zapasów na kilka dni, plus kilka drobnych rzeczy gospodarczych i pękło 200zł. Ale wpadłam, żeby napisać o czym innym. Jak wiecie, ścigamy się z czasem, żeby zdążyć z remontem do świąt. Wigilia jest u nas. Wczoraj mieliśmy powstawiać drzwi, ale się powyginały (kupiliśmy tańsze, zwykłe białe, nie drewniane ani nawet nie jest to sklejka - jak myślałam wcześniej), dodatkowo jedna futryna jest jakaś dziwna,trzeba ją nieco "nadgiąć" bo drzwi się nie zamykają do końca... No nieważne, mąż wie lepiej jak to nazywać i co z tym zrobić, ja wiem tylko, że nadal nie mamy drzwi a roboty nie ubywa. Dzisiaj był też pan z Ikei do reklamowanego zlewu (DOMSJÖ biały - odbarwił się jakby centymetr nad dnem jest lekko pomarańczowy) i po stwierdzeniu "że jest to dziwne" i nie wie, czy uznać reklamację, w końcu ją uznał, wniósł nowy zlew, otworzył opakowanie i... Ta sama sytuacja. Odbarwienie. W końcu doszedł, że to wada fabryczna, ale reklamacja będzie niestety rozpatrzona dopiero po świętach...  No ale teraz czas na punkt kulminacyjny. Wracam ze spaceru z Brunkiem, a mąż stoi z aparatem i cyka fotki pod dziwnymi kątami. Patrzę, a nas zalało! Mieszkamy teraz na ostatnim piętrze i w salonie pod sufitem, na całej długości okna (okno jest na całej jednej ścianie) zobaczyłam kropelki wody i odchodzącą farbę. Padał lekki deszcz. Wcześniej tez czasami padało,dużo mocniej i nic się nie działo. Aż do dzisiaj. Zadzwoniliśmy do administratora od razu zgłosić usterkę, ale powiedziano nam, że ktoś przyjdzie dopiero w poniedziałek! Wyobrażacie sobie? No to wykonaliśmy telefon do ubezpieczyciela. Tu ukłony i oklaski w stronę Hestii, bez zdjęć i rzeczoznawcy wycenili nam szkodę przez telefon, zaproponowali ciekawą kwotę i w ciągu trzech dni roboczych mamy spodziewać się przelewu. Więc chociaż tyle pozytywnego w tej całej sytuacji. Jestem już wykończona dzisiejszym dniem a jeszcze tyle roboty. Nie wiem, jak Wigilia będzie wyglądać. Kolejny rok z rzędu święta są, bo są i tyle. Rok temu w domu mieliśmy mały szpital, bo zwierzęta chorowały jedno za drugim, a w tym no sami wiecie na bieżąco. Ale przysięgam, że za rok choinka będzie u mnie stać od października, żebym mogła się w końcu nacieszyć świątecznym klimatem ;-) I upiekę prawdziwy piernik, taki leżakujący (albo pokuszę się o wersję wegańską, o!) i zrobię bombki i świąteczne wersje bransoletek i obejrzę wszystkie części "Kevina" ;-) - oczywiście pod warunkiem, że remont się skończy do tego czasu i nie będziemy się na nowo gdzieś przeprowadzać :-)

piątek, 13 grudnia 2013

Bruno i lenistwo

Przyznaję się, że dzisiaj oprócz tego, że posprzątałam dziewczynom w klatce, nie zrobiłam nic pożytecznego. Spędziłam dzień na błogim lenistwie przy komputerze i aparacie. Zbierałam siły - jutro Ikea ;-) Urobiłam męża na kupno większej choinki, w końcu święta będą u nas, poza tym pierwszy raz w naszym nowym mieszkaniu, więc musi być porządnie i świątecznie! Bawiłam się też dzisiaj nowym aparatem, aż do momentu zrobienia przez Brunonka kleksa nosem na obiektywie i nabawienia się przez niego fobii aparatowej (nie dość, że aparat ma znienawidzony kolor białej butelki z kroplami do oczu, to jeszcze cykanie go wnerwiało) przy próbach w trybie makro. Trochę brakuje mi manualnych ustawień, ale mimo wszystko jestem zadowolona. Najbardziej podoba mi się bajer z przesyłaniem zdjęć bez kabla do komputera - ja kable ciągle gubię, więc jest to naprawdę fajnie pomyślane :-)
Mam nadzieję, że remont się ruszy na weekend. Chciałabym już móc sprzątnąć wszystko i cieszyć się z nowego miejsca. 


czwartek, 12 grudnia 2013

Dwunastego grudnia...

Kiedyś nie miałam kompletnie szczęścia w konkursach i losowaniach. Za to w tym roku los mi to solidnie wynagradza. W facebookowym rozdaniu Make Me Bio wygrałam kremik. Wcześniej karnet do kina, wyróżnienie w konkursie fotograficznym, książkę i kilka innych fajnych rzeczy. Ale powróćmy do tematu kremu. Mam wrażenie, że wszechświat krzyczy mi do ucha "Zadbaj o siebie!!!". Włosy wiecznie w niesfornym koku, twarz wysypana, skóra sucha, paznokcie w ogóle lepiej przemilczeć... Krem mi się podoba bardzo pod kątem opakowania. Uwielbiam sznurki i małe słoiczki :-) Na razie nie otwieram, przetestuję i będę się rozpieszczać po remoncie i porządkach. Ach, nie mogę się doczekać!


W temacie porządków, wzięłam się dzisiaj solidnie za kuchnię. Umyłam okna (na zdjęciu mój ulubiony płyn do mycia szyb z DM), starłam kurz, poukładałam rzeczy... Zostało niewiele. Widzicie noże na zdjęciu? Będziecie się śmiać, ale odkąd jako nastolatka poszłam do kina na "Krzyk" to mam nożową fobię. Nie znoszę ich widoku, kiedyś nie zasnęłabym w pokoju, w którym np. został nóż na talerzyku po obieraniu jabłek. W poprzednim mieszkaniu listwa magnetyczna służyła mi jako "trzymadełko" do przepisów itp. Ale teraz powoli się oswajam się z myślą, że zawisły na niej noże. Jest to bardzo praktyczne, przede wszystkim, nie tępią się - tak jak w szufladzie. Może tak zostanie, jeszcze nie wiem.


Bruno doczekał się w końcu stałego miejsca na miski. Wcześniej cały ten kącik zawalony był różnymi rzeczami. 


A podkładka pod miski ma logo, które idealnie odzwierciedla nasz dom! Pies i szczur (wiem, że wygląda jak myszka bardziej, ale dla mnie to szczur i już ;-))
Jestem wykończona. Następnym razem pokażę Wam, jakie dwa specyfiki wynalazłam, przy okazji remontu, które bardzo ułatwiają sprzątanie. A teraz czas na odpoczynek, chyba zasłużony :-)

wtorek, 10 grudnia 2013

Przedświątecznie, bez klimatu, ale za to z nutką lekkiego stresu


Kiedy my się z mężem gimnastykujemy, aby do świąt ze wszystkim zdążyć, inni domownicy wypoczywają... I znowu kolejny wpis, a ja nie mam czym się pochwalić, tylko moimi zadowolonymi pyszczkami ;-) (w sputniku Hania a za nią Mileczka). 
Lista rzeczy do zrobienia:

PRZEDPOKÓJ
  1. Wygładzić gładź na przedpokoju (nadal nie wiem jak to się fachowo nazywa)
  2. Zagruntować.
  3. Pomalować.
  4. Dokończyć kładzenie płytek podłogowych na przedpokoju i listew.
  5. Zakleić wnękę.
  6. Wymienić włączniki światła.
  7. Zrobić fugi.
  8. Powiesić wieszak, lustro
  9. Pomalować grzejnik
  10. Posprzątać.
ŁAZIENKA
  1. Dokończyć kładzenie płytek na ścianie.
  2. Zafugować.
  3. Pomalować sufit.
  4. Wkleić lustro.
  5. Powiesić lampy.
  6. Pomalować grzejnik.
  7. Powiesić wieszak,uchwyt na papier toaletowy.
  8. Posprzątać.
  9. Ozdobić.
  10. Pomalować futrynę.
  11. Wstawić drzwi.
  12. W drzwiach wyciąć otwory na dole.
BALKON
  1. Położyć płytki podłogowe do końca.
  2. Zakleić dziury po sufitowej suszarce.
  3. Pomalować ściany.
  4. Poprawić pomalowane już barierki.
  5. Powiesić wspornik ozdobny (będą na nim wisieć kule dla ptaków)
  6. Posprzątać.
  7. Przyozdobić.
KUCHNIA
  1. Powiesić plakat.
  2. Przyciąć i zamontować listwę na cokoły (nie pamiętam też nazwy nigdy)
  3. Powiesić karnisz.
  4. Posprzątać.
  5. Zalepić dwie dziury w podłodze.
  6. Przewiesić wieszak (jakoś z mężem się nie dogadaliśmy co do wysokości i jest teraz za nisko)
  7. Wymienić zlew i zareklamować (złapał barwnik spożywczy i ma teraz lekko pomidorowy odcień!)
  8. Przyozdobić.
SALON.
  1. Złożyć skrzynię na pościel do kanapy i zamontować.
  2. Powiesić półki.
  3. Złożyć podnóżek
  4. Złożyć stolik
  5. Zamontować listwę maskującą do kabli.
  6. Posprzątać.
  7. Wynieść niepotrzebne rzeczy do piwnicy.
  8. Przyozdobić.
  9. Zamontować karnisz.
  10. Przymocować kawałek listwy przypodłogowej.
  11. Dokończyć podłogę w progu łączącym z garderobą.
  12. Zamalować drobne plamy na ścianach.
GARDEROBA
  1. Posprzątać.
  2. Poukładać poprane ubrania. 
  3. Zamontować drzwi.
SYPIALNIA
  1. Posprzątać.
  2. Wynieść narzędzia do piwnicy.
  3. Powiesić półki (opcjonalnie, jeszcze nie wiem)
  4. Zamontować drzwi.
Tak więc zostało niby niewiele ale jeszcze tak dużo! Ja cały czas segreguję, układam, piorę... Mam wrażenie, że to dosłownie syzyfowa praca! 

A tak w ogóle, to jest to setny wpis na blogu... :-)

środa, 2 października 2013

I książki mają swoje miejsce!

Wczoraj udało mi się poukładać wszystkie książki na regałach. Póki co, tak na roboczo, ale kilkanaście kartonów na podłodze już mniej. Oczywiście miałam pomocnika, no i wymyśliłam kolor dla nowej podłogi - nie jest dębowa, tylko brunkowa!


środa, 25 września 2013

Ślub i świadkowanie

Bardzo się cieszę, że będę świadkową na ślubie kuzynki. Dwa lata temu, to ona stała przy moim boku w tej roli, a teraz się zamieniamy :-) Nie życzyła sobie wieczoru panieńskiego, ale czułam się zobowiązana jakoś symbolicznie zaznaczyć koniec jej panieństwa i moją rolę. Postanowiłam sprawić jej drobny prezent: zestaw kosmetyków z Home&You, świeczka zapachowa oraz komplecik bielizny - koszulka i figi. Myślę, że całość prezentuje się ładnie i niewyzywająco, obie nie lubimy nachalnej erotyki. 


Oczywiście na ślubach króluje moda na "koperty" w prezencie. Owszem, też mam zamiar włożyć pieniądze do kartki od nas, ale chciałam, żeby para młoda miała jakąś ślubną pamiątkę, a jednocześnie, aby prezent był użyteczny a nie tylko zbierał kurz. Gdy zobaczyłam te kubki w Home&You, to wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. O coś takiego dokładnie mi chodziło!



poniedziałek, 16 września 2013

Poniedziałek

No i stało się. Zachciało mi się wczoraj mrożonej kawy, to teraz mam! Ból gardła i katar jako gratis. Żeby jeszcze była tego warta ta kawucha... Poza tym na dworze już jesiennie, drzewa za oknem codziennie zmieniają kolor kilku listków na żółty. Postanowiłam, a raczej wybłagałam męża, żeby pozwolił pomóc mi w remoncie. Nie chciał się zgodzić, bo nie umiem, bo trzeba porządnie, bo poprawianie po mnie to dwa razy więcej roboty... Ale w końcu udało mi się go przekonać i dzisiaj będę gładzić ściany! Nie nakładać gładź, ale wygładzać już nałożoną. Jakkolwiek to się fachowo nazywa :-)
Byliśmy wczoraj kolejny raz w Ikei (usługa kupuj z domu w Ikei Katowice znowu zawiodła - ryzyk fizyk z zamówieniami od nich, raz jest ok, innym razem baaardzo pod górkę) no i dokupiliśmy kilka brakujących rzeczy do domu. W tym mój wymarzony stolik i pled. Jestem przeszczęśliwa, kuchnia stoi w całości, prawie już poukładałam wszystko. Powoli do przodu ze wszystkim :-)

sobota, 7 września 2013

Montaż mebli kuchennych - podejście pierwsze i nie ostatnie

Dzisiejszy dzień minął na montowaniu mebli kuchennych. Był mój tato, teść, mąż i polegli. A wszystko z powodu okropnie nierównych ścian! Kuchnia jest złożona w połowie i podziwiam ich naprawdę, bo krzywe kąty ja widzę gołym okiem (co graniczy z cudem, dostrzegam kurz w każdym miejscu a takie sprawy jakoś mi umykają), a udało im się dopasować jakoś meble. Jako bonus dwa zdjęcia z dzisiejszej przeprawy - Bruno pomocnik i chłopaki podczas dzielnej walki. Z każdym złożonym meblem, z każdym pomalowanym centymetrem, jesteśmy bliżej urządzenia się. Już tyle za nami, a lista jakby się w ogóle nie zmniejszała! Ale jak poskładamy meble w kuchni do końca, to będę mogła już pochować rzeczy - zrobi się luźniej, czyściej, funkcjonalniej. Tym razem nawet sprzęty agd kupiliśmy w Ikei. Ciekawe, jak się sprawdzą. Nie szaleliśmy, wzięliśmy najtańsze (seria Lagan). Tylko okap będzie z innej firmy - jakiej, to już nie pamiętam, chociaż leży już w domu, w kartonie i czeka na swoją kolej;-)




środa, 4 września 2013

Środa

Dzisiaj mam taki dzień, że wszystko idzie jakoś opornie. W zasadzie nie mam nic konstruktywnego do roboty, ale jaką książkę bym nie zaczęła - okazuje się niewypałem po kilku stronach. W telewizji również nie mogę trafić na nic ciekawego, internet nuda, na dworze z Brunonem jakoś gorąco i mało wrześniowo (a ja uwielbiam jesień!), no dosłownie ten dzień ciągnie się jak krew z nosa. Rozmawiałam z poślubionym dzisiaj. Okazało się, że w skrzynce na listy czekały na nas DWA katalogi Ikei! No i pomalował już ściany w kuchni, położył fugi, jeszcze tylko podłoga i będzie można stawiać meble kuchenne. Chociaż tyle dobrego z dzisiejszego dnia. Miewacie czasami takie kryzysy? Jak sobie z nimi radzicie? 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Ikea

Zakupy w Ikei za nami, jeszcze jedne przed nami. Zakwasy mam do teraz. W starej wrocławskiej Ikei potrafiłam zakupy zrobić w 15 minut! W tej nowej, większej, póki co się nie odnajduję. Dużo rzeczy, ekspozycji, a mimo to zdarzają się często braki w asortymencie. Dużo chodzenia, dużo szukania. Zszedł cały dzień. I jedna, okropna wada - brakuje tam zasięgu telefonicznego! Co dodatkowo komplikuje zakupy, bo jak się jest w kilka osób i każda nagle pobiegnie w stronę czegoś, co się jej spodoba, to na szukanie się wśród wszystkiego wydłuża czas do nieskończoności ;-) 
Koncepcja kuchni została lekko nadgięta - szafki, którymi chciałam wykończyć ciągi, okazały się być tylko w kolorze kremowym! Kremowych frontów nie chcę (miałam w starej kuchni i chcę odmiany) więc jeszcze trzeba będzie popracować nad projektem. Przymierzyłam się też do mojego wymarzonego biurka. To chyba wersja dla nastolatków/dzieci, bo jakieś niskie się wydało:-)
Poza tym żyję i już nie mogę się doczekać przeprowadzki. Bardzo bym chciała już mieszkać w nowym mieszkaniu!
 

sobota, 10 sierpnia 2013

Dobre nowiny

Mam dobre nowiny. Mania się bardzo szybko wybudziła po zabiegu, teraz już je, chodzi, ma malutkie rany. Jutro mąż mi ją przywiezie. Bardzo jesteśmy szczęśliwi, że się udało. 
Wczoraj, podczas czytania "Granic uczuć" Joy Fielding, natknęłam się na fragment o kuzynkach (chyba?) kogoś tam z Polski, no nieważne, w każdym razie była wymieniona tam Mania jako jedna z żyjących kobiet. Wzięłam to za dobrą monetę :-) 
Przygotowałam mężowi rzeczy, które ma zabrać do nowego mieszkania. Trochę się tego nazbierało przez miesiąc. Dwie nowe kuwety do klatki dziewczyn (w starych wygryzły dziury), granulat, doniczka, koszyczki, kuferek, skrzynka na klucze, doniczki balkonowe, nowe buty (przepiękne, białe balerinki - mój prezent urodzinowy. Zostawiam je na specjalne okazje). W pokoju od razu luźniej jak wystawiłam wszystko na przedpokój. Poślubiony przywiezie Manię, zabiera rzeczy i wraca remontować. Rezygnujemy ze wspólnego weekendu na rzecz szybszego mojego wprowadzenia się. 
A za tydzień Ikea!
Nie mogę się doczekać, wybierania, przebierania, macania i kupowania :-)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Czwartek

Podróż z Manią przebiegła na szczęście bezproblemowo. Nie było za gorąco, miałyśmy dobre miejsce. Na przystanku przywitał nas mój małżonek z zimnym szejkami w ręce. Jakby czytał w moich myślach! Za to podróż w druga stronę była okropna. Gorąco! W domu z braku czegoś konkretnego i szybkiego na obiad, zrobiłam najszybsze sushi i chyba najmniej schludne na świecie. Ale przynajmniej smaczne. 
Chcę wkomponować gdzieś biurko w nowym domu. Pisałam już o tym? Dzisiaj otrzymałam znak! Mąż dostał smsa, że wszystkie biurka z serii Micke z Ikei, są przecenione o 15% procent, jak się nie mylę. Jak usłyszałam nazwę, to wpadłam, w taką euforię, że nic do mnie już nie docierało. Mąż obiecał, że biurko kupimy, najwyżej go po prostu nie złożymy i będzie leżeć w piwnicy, ale będzie moje!;-)

(Zdjęcie pochodzi ze strony Ikea)


Proszę nadal o trzymanie kciuków za jutrzejszy zabieg! Bardzo się martwię, ale wierzę, że Mania będzie w dobrych rękach. Doktorzy, chociaż jeszcze nie operowali naszych zwierząt, niejednokrotnie dowiedli, że znają się na rzeczy. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Stare mieszkanie

Dzisiaj chcę Wam pokazać nasze już sprzedane mieszkanie. Mam do niego ogromny sentyment, ponieważ wcześniej mieszkała tam moja babcia, spędziłam tam wiele niesamowitych i szczęśliwych dni, najpierw jako dziecko a potem jako dorosła. Ciężko było pogodzić mi się ze sprzedażą, ale tłumaczę sobie, że to tylko mury, wspomnienia zostaną na zawsze a dom jest tam, gdzie jest rodzina. 

Na początek nasz Bruno i balkonik:


Kuchnia - mała, ale dzięki wielkim szafom pomieściliśmy w niej wszystko, czego potrzebowaliśmy:
Przedpokój:

 I na koniec salon... Chciałam na początku przemalować ściany na cieplejszy odcień bieli a wyszła solidna wanilia! Było trochę za żółto z meblami, ale mimo wszystko uwielbiałam spędzać tu czas :-)
Łazienka... Na środku jest lustro z wyciętym odbiciem mnie - zdjęcie służyło do sprzedaży mieszkania, stąd taki zabieg. 
 Aha, jeszcze sypialnia! Spokojne kolory, książki, szafy i... klatka dziewczyn. Marzyłam o spokojnej sypialni, przed klatką stała tam komoda, miał to być pokój służący do snu i relaksu, ale było to najlepsze miejsce na klatkę, dlatego dla moich dziewczyn zrezygnowałam z pierwotnego zamysłu i ze spokojnego zrobił się pokój wspólny a ze snu budziły nas niejednokrotnie dzikie harce ogonków. 

Większość mebli zostanie wykorzystana w nowym domu. Kuchnia będzie utrzymana w nieco innym stylu, ale oczywiście będzie to także Ikea. Wszystko mamy ikeowskie, jak zdążyliście na pewno zauważyć. Z niewielką domieszką Home&You ;) Na początku w mieszkaniu królowały same beże, brązy, biele, ale z czasem chciało mi się koloru. Pojawiały się systematycznie różne akcenty, aż mieszkanie osiągnęło efekt jak na zdjęciach. Sypialnia na co dzień również była bardziej kolorowa - leżał tam dywanik koło łóżka a łóżko ozdobione było kolorowymi narzutami. Niestety nie doczekałam się niczego na oknach w salonie. Nie mogłam tam powiesić normalnych karniszy - okna były pod sam sufit, były również niestandardowe, więc z gotowych rozwiązań nic nie pasowało, a za zwykłe rolety płacić więcej i robić pod wymiar, też mi nie odpowiadało... Nie przeszkadzało to w niczym, gdyż mieszkanie znajduje się na ósmym piętrze, widoki były na całe miasto a nikt nie mógł nas podglądać. Trochę było łyso i surowo, ale się przyzwyczaiłam i tak zostało. Będę tęsknić za nim, ale cieszę się z nowego mieszkania mimo wszystko :-)

środa, 5 grudnia 2012

Usługa "KUPUJ Z DOMU"

W poprzednim blogu pisałam o usłudze "kupuj z domu" katowickiej Ikei. Wiele osób jeszcze nie wie, ale  Ikea prowadzi sprzedaż wysyłkową.  Nie byłam zadowolona z usługi. Czas dostawy trwał około 10 dni (na stronie jest podane do 5 dni roboczych, a jak zadzwoniliśmy pytać ile taka dostawa średnio trwa, to poinformowano nas, że zazwyczaj właśnie 5 dni.), bo ukradli im jakieś kable, kurierzy nie chcieli wnieść przesyłki na górę, mimo, że taka usługa jest zawarta w cenie i dostaliśmy uszkodzony towar - reklamacja trwała ponad dwa tygodnie. Nie było faktury, chociaż miała być i ogólnie kosztowało to dużo nerwów i minut na telefonie. 
Postanowiłam jednak skorzystać z tej usługi jeszcze raz. Uzbrojona w czas, żeby przedmioty zostały dostarczone do świąt, biorąc poprawkę na wszelkie reklamacje i problemy, zrobiłam zamówienie. Opłaciłam. Za dwa dni otrzymałam wiadomość, że przesyłka została już nadana! Nie wiem czy ze względu na gabaryty czy ogólnie zmienili firmę kurierską - tę przesyłkę dostarczył mi DPD. Wszystko ładnie zapakowane, była i faktura i wszystko się zgadzało, nic nie uszkodzone... W trzy dni dostarczone. Zaskoczyło mnie to bardzo miło. Mam nadzieję, że już tak zawsze będzie, bo sprzedaż internetowa powinna przebiegać tak ZAWSZE. 

Dzisiaj mam zamiar zanurzyć się w czeluściach piwnicy i wyciągnąć świąteczne ozdoby. Lubię to, bardzo! Choinka już stoi i niecierpliwie czeka na przystrojenie :-)

piątek, 5 października 2012

Cynamon przede wszystkim

               Chodziły za mną od jakiegoś czasu ciasteczka cynamonowe. Upiekłam je wczoraj, na deser. Za oknem było nieco szaro, słońce po przedwczorajszym pięknym dniu postanowiło się schować. Widocznie wychwala zasadę "co za dużo, to niezdrowo". Zapach cynamonu, rozchodzący się po mieszkaniu, jest idealnym dopalaczem w taki dzień.
               Przedstawiam Wam naszego wczorajszego, okiennego gościa, siedział tak około pół godziny i wcale się nie bał.  I jeszcze na koniec, kanapa z moją ulubioną półką. Wczoraj zamieszkały na niej grafiki Sam Toft. Oprócz tego od zawsze stoi na niej obraz, który dostałam kiedyś od rodziców. Wcześniej miał ramę, ale ściągnęłam ją po remoncie, tak bardziej mi się podoba. Stoi tam też lampka, którą używam podczas czytania  i robótek ręcznych. Kanapa to podobno najbrzydszy mebel na świecie - Beddinge z Ikei. Żeby pokój stał się bardziej przytulny, a także żeby oryginalne pokrycie się nie brudziło, co powodowało zawsze pokaz łysego materaca przez co najmniej dwa dni zanim wysechł po praniu- przykryłam ją wielką, białą narzutą. Czytałam też opinie, że ta kanapa się bardzo szybko psuje, rama pęka, materac się odkształca... Ja mam wersję z droższym materacem, kanapa ma ponad pięć lat. Nic  się nie połamało, materac też jest w porządku. Poza tym, jest bardzo praktyczna - dzięki niej możemy przyjmować gości z noclegiem i nie zajmuje dużo miejsca (co jest ważne w małych mieszkankach, takich jak nasze) i cena jest też bardzo przystępna. No i często jest używana - codziennie siadamy na niej popijając wieczorem herbatkę i gramy na Xboxie albo oglądamy filmy i seriale. Czasami też robimy sobie późne wieczorki filmowe, wtedy ją rozkładamy i śpimy w gościnnym. 

                


               Ikeę się albo kocha, albo nienawidzi. Ja należę do zwolenniczek. Odpowiada mi ten styl, myślę, że asortymentu jest tak wiele, że każdy może znaleźć coś dla siebie i stworzyć indywidualne wnętrze. Kolejną zaletą tego sklepu są dla mnie ceny i zazwyczaj bezproblemowe reklamacje i zwroty i praktyczność asortymentu. 

sobota, 29 września 2012

Co w planach?

               Zamarzyłam o tych "pufkach":
Alseda Ikea 

I do kompletu chciałabym osłonę doniczki:

Fridfull Ikea 

A w doniczce trzymałabym wrzos:-) Widziałam podobne chyba w Castoramie albo w Liroy Merlin. Muszę przyznać, że LM ostatnio mnie bardzo zaskoczył. Zawsze unikałam tego sklepu, bo myślałam, że nie oferuje nic ciekawego, aż niedawno przez przypadek tam zawędrowałam i... Olśnienie. Tyle fajnych rzeczy, dywaniki, zasłony, dodatki, lampki - naprawdę jest z czego wybierać.


(Zdjęcia pochodzą ze strony Ikea)