Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apel. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2013

Pomóż Kamilowi!

"O czym myślałbyś, mając raka mózgu?

Kamil myśli o powrocie na Święta do domu. Tylko na które? Na które pozwoli guz. Nazywa się glejak i siedzi w mózgu mojego brata, Kamila. My nazywamy go potworem, strasznym paskudztwem, które rozlewa się po mózgu. Trudno jest go wyciąć, a że jest to nowotwór złośliwy, to operacje niewiele dają. Wiemy to, bo Kamil przeszedł już dwie. I guz powrócił, większy i groźniejszy. Drugi zabieg zadziałał jak płachta na byka, a radykalna radioterapia, która miała pomóc w walce z chorobą – jedynie pogorszyła stan Kamila - nastąpił udar mózgu, natomiast nowotwór na dobre zadomowił się w głowie Kamila, osiągając wielkość 7 x 7 cm! 


A zaczęło się od bólu głowy. Wydawałoby się, że to nic groźnego, ot, tabletka przeciwbólowa i przejdzie. Nie przeszedł. Badania wykazały glejaka. Był to maj 2012, końcówka studiów Kamila, wymarzona praca w sądzie – idealny początek dorosłego życia. Choroba sprawiła, że Kamil musiał zamienić garnitur na szpitalną piżamę, a pisanie magisterki na wysyłanie niezliczonej ilości maili z prośbą o konsultację. Gdy możliwości leczenia w Polsce się wyczerpały, zaczęliśmy szukać za granicą. Nasz cel był jeden – pozbyć się guza. Nie tylko go leczyć, ale wyleczyć. Guz zajmował 1/4 mózgu Kamila i był jak tykająca bomba. W Polsce nie było już żadnej nadziei. Poza wyrokiem za kilka miesięcy w zawiasach na kilka lat. Nie było czasu do stracenia, glejaki szybko odrastają, a że są oporne na leczenie, to sieją spustoszenie w mózgu. Szukaliśmy pomocy, gdzie się dało. Szwajcaria, Niemcy, Belgia – wszystko na nic, żadnej nowej nadziei. Usłyszałem tylko, że po co ciągam brata na konsultacje w takim stanie. Miałem się poddać i pozwolić mu spokojnie umrzeć? Nigdy!


Postanowiłem udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych... po długich poszukiwaniach znaleźliśmy klinikę w Houston, która na swoim koncie ma wiele zwycięstw z glejakiem. Kamil został zakwalifikowany na leczenie metodą terapii genowej. Jedyne, co nas powstrzymało, żeby się spakować i lecieć za ocean to koszty: 600.000 zł za dwuletnie leczenie. Przez pół roku zbieraliśmy potrzebne fundusze. Szło powoli, ale i kwota do zebrania była kosmiczna. Gdy mieliśmy zebrane 200 tys. zł, postanowiliśmy, że nie ma na co czekać – lecimy do Houston! I była to najlepsza decyzja, jaką mogliśmy wtedy podjąć. Gdyby Kamil jeszcze chwilę był w Polsce - najprawdopodobniej nie przeżyłby następnych kilku miesięcy…


W klinice jesteśmy od 24 sierpnia. Po 5 tygodniach leczenia antyneoplastonami otrzymaliśmy zdjęcia mózgu Kamila…guz zmniejszył się o 34%. Terapia działa, i to działa rewelacyjnie! Jeśli w takim tempie będziemy pozbywać się guza, Kamil wróci do Polski szybciej, niż było planowane. Mieliśmy świadomość, że terapia mogła nie zadziałać, ale to była ostatnia deska ratunku. I działa, niszczy tego przeklętego guza!


Prosimy o pomoc w dalszej walce z glejakiem. Kamil przeszedł długą drogę, żeby być w tym miejscu, w którym jest teraz. Największą porażką będzie powrót do Polski, gdzie nie ma szans na wyleczenie. Koszty są ogromne, a dodatkowe leki mogą je zwiększać. Chcielibyśmy zebrać chociaż część potrzebnej kwoty, żeby Kamil nadal mógł być leczony metodą terapii genowej. Prosimy, bądźcie z nami w tym trudnym, ale dającym nadzieję na powrót do zdrowia, czasie. Bardzo tego potrzebujemy."

                                                                                                                       Daniel, brat Kamila





piątek, 4 października 2013

Światowy Dzień Zwierząt

Dzisiaj wypada Światowy Dzień Zwierząt. Pamiętajcie o swoich pupilach, ale także o zwierzętach, które potrzebują pomocy. Przypominam - pomoc nie oznacza milionów oddanych na rzecz potrzebujących (no chyba, że ktoś dysponuje taką kwotą i ma ochotę zrobić dobry uczynek), ale oznacza czynności, które często NIC nas nie kosztują. Może to być zlecenie stałe na złotówkę albo dwa złote na konto schroniska (zasada ziarnko do ziarnka...I mamy całkiem sporą kwotę), oddanie niepotrzebnego koca, prześcieradła na uszczelnienie budy, niepotrzebnej porcji karmy (czasami dodawane są gratisy do czegoś, np. ostatnio w Zooplusie dodawali 800g kociej karmy Royal Canin do zamówienia), oddawanie niepotrzebnych rzeczy na aukcje i bazarki - niejedno zwierzę wolontariusze wyciągnęli z okropnego stanu dzięki pieniądzom uzyskanym z takich źródeł (kto by pomyślał, że książka, która się wcale nie spodobała i ma pogiętą okładkę, może uratować życie), wystawienie wody pod blok w upalny dzień, albo otwarcie okna do piwnicy w zimowy wieczór, bycie domem tymczasowym, promowanie adopcji w internecie, wśród znajomych itp... Można też szlifować swój warsztat fotograficzny, robiąc zdjęcia zwierzętom do adopcji i potem tworzyć ogłoszenia w sieci, do wywieszenia... Można także adoptować, zamiast kupować. Sterylizować i kastrować własne zwierzęta - to także istotne w walce z bezdomnością. Jeździsz na studia, albo do partnera na weekendy? Możesz przewieźć psa/kota/szczura do domu stałego, który akurat stoi na Twojej trasie. Pomysłów jest masa. trzeba tylko chcieć. Nie można myśleć, że "ja świata nie zmienię". Właśnie takie drobne gesty zmieniają świat. Czynią cuda. Pamiętajcie proszę o tym. 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Leniwy wtorek

Lenię się dzisiaj przed komputerem, nawet codzienny, długi spacer z Brunkiem przekładam na wieczór. Gorąco, za gorąco jak dla mnie! Źle funkcjonuję w zimie i lecie. Najbardziej optymalna jest dla mnie jesień. To moja ulubiona pora roku. Odebrałam przesyłkę z Zooplusa - podłoże dla dziewczyn 15kg, puszki dla Brunka - 400g x12, kilogram darmowej karmy i dodatkowa rampa do wychodzenia z klatki. Kurier się nieco zmachał wnosząc to na drugie piętro. Aż współczuję temu, który co miesiąc będzie nam przywoził co najmniej taką pakę do nowego mieszkania :-)
Bardzo lubię Zooplus. Mają wiele nowinek, często ciekawe promocje i dobre marki. Nie mają tylko ulubionych karm moich dziewczyn i kolb (Bearphar, Versele laga), no ale na inne rzeczy nie mogę narzekać. 
Zapisałam się do newslettera Zostań wege na 30 dni! i Muszę przyznać, że to fajna sprawa. Polega to na tym, że codziennie dostaje się maila z dawką wege informacji w pigułce. Co jeść, jak jeść, przepisy, ciekawostki, przykłady. Czekam, aż przeczytam wszystkie wiadomości, potem sobie wydrukuję i zrobię trzecie podejście w życiu do wegetarianizmu, albo nawet weganizmu! Zobaczymy, jak dam sobie radę. Problemem u mnie jest komponowanie posiłków, robienie zakupów. Mam nadzieję, że dzięki tym wiadomościom uda mi się być bardziej świadomą podczas tych czynności i moje posiłki będą pełnowartościowe i smaczne. Pierwszy raz przestałam jeść mięso w szkole podstawowej. Potem na rok przed ślubem. Niestety znowu zaczęłam jeść mięso, bo nie potrafiłam odpowiednio komponować posiłków. Czegoś mi brakowało, co odbijało się na zdrowiu. Bardzo bym chciała do tego wrócić, teraz już wiem, że suplementacja jest prawdopodobnie rozwiązaniem mojego problemu. Zachęcam Was również do spróbowania nowego stylu życia :-)
Powoli przygotowuje Manię do zabiegu. Będzie to niezłe przedsięwzięcie, bo weterynarz który wykona zabieg znajduje się w miejscowości do której się przeprowadzamy, czy 70km od jeszcze mojego miasta. Mąż tam już mieszka, remontuje. Nie są do warunki do trzymania zwierzęcia, jeszcze po operacji. Ja nie mam ani prawa jazdy, ani nikogo pod ręką, kto mógłby nas zawieźć. PKS w moim mieście splajtował, co spowodowało poważne utrudnienia w komunikacji międzymiastowej. Zostaje mi jeden autobus rano o 10, zabieg jest na 11. Przejazd trwa 150 minut. Czyli muszę Mańkę przywieźć dzień wcześniej (o zgrozo!) autobusem, w taki upał, jeszcze muszę wziąć klatkę "chorobówkę", jedzenie, poidło, kocyki i wszystko co jej będzie potrzebne po zabiegu, zostawić ją w nowym mieszkaniu pod opieką męża, który nie będzie mógł nic remontować, żeby jej nie stresować. Sama mam tylko dwa autobusy powrotne, a wrócić muszę - do reszty stadka, no i Brunka, który potrzebuje spacerów przecież. Więc w dzień zabiegu wsiadam znowu w autobus, lecę do lecznicy, czekam aż Mania będzie mieć skończony zabieg i zacznie się wybudzać i wracam albo z nią, albo sama. Oczywiście zależy to od pogody, jej stanu i wszystkiego innego. Nie wiem jak to wszystko połączyć w zgrabną całość. Przeraża mnie trasa z nią  autobusem, ale co zrobić. 

niedziela, 18 listopada 2012

Apel!


Każdego dnia zwierzęta ze schroniska czekają na Twoją pomoc. Wystarczy tylko wejść na niżej podaną stronę kliknąć w symbol pustej miski. 
70 kliknięć, to poprawa warunków bytu jednego zwierzaka ze schroniska. Nie stój, nie czekaj, pomóż! http://www.pustamiska.pl
Jest to akcja podobna do "PAJACYKA", ale pomagamy zwierzętom.
Celem akcji jest poprawa standardów bytu cierpiących w schroniskach zwierząt, poprzez zbieranie środków finasowych z emisji reklam.
Jeśli możecie, to wejdźcie raz dziennie: www.pustamiska.pl